Tytuł: "Maybe not"
Tytuł oryginalny: "Maybe not"
Seria: Maybe
Seria: Maybe
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Simon and Schuster.
Data premiery: 24.11.2014 (USA)
Ilość stron: 120
Ocena: ★★★★★★★★★☆
Po lekturze „Maybe someday” miałam ogromnego kaca książkowego i czułam wielki niedosyt. Nie mogłam się zabrać za żadną inną książkę i cały czas brakowało mi jakiejś drobnej części, dosłownie jednego niewielkiego puzzla, który by dopełnił całą układankę. Tym brakującym elementem okazało się być „Maybe not”, czyli dodatek to wyżej wymienionej powieści. Jest to krótka nowelka, której akcja skupia się wokół Warrena i Bridgette - drugoplanowych bohaterów „Maybe someday”.
Bridgette to temperamentna lecz zamknięta w sobie dziewczyna
z przeszłością. Z kolei Warren to żartowniś i wariat. Kiedy okazuje się, że
mają zostać współlokatorami można się spodziewać, że rozpętają trzecią wojnę
światową. Początkowo ich relacja wygląda na powierzchowną i niedojrzałą. Występują
tutaj elementy erotyki - noce spędzają razem, natomiast w ciągu dnia robią
sobie na złość. Obydwoje tworzą wręcz wybuchową i nietypową parę. Bridgette
chodzi wiecznie wkurzona i trzyma każdego na dystans, a Warren stara się zdobyć
jej serce.
„She's
so confusing. She's so frustrating. She's so damn unpredictable. She's nothing
I've ever wanted in a girl. And absolutely everything I need.”
Młody mężczyzna jest także osobą, która lubi częstować się
cudzym alkoholem, a także radość sprawia mu robienie żartów swoim przyjaciołom.
Dzięki jego zachowaniu i uszczypliwych tekstach Bridgette otrzymujemy
niesamowicie humorystyczny tekst. Jednak Warren ma też swoją drugą twarz. Jest
opiekuńczy, troskliwy, współczujący i walczy o to co jest dla niego ważne.
„Myślę,
że najpierw trzeba być kochaną, żeby wiedzieć, jak kochać.”
Wielkim atutem Colleen Hoover jest to, że pomimo tego, że
znamy już bohaterów i historię to jednak opowiedzenie jej z innej perspektywy
nadaje temu wszystkiemu kompletnie nowy sens i odkrywa przed czytelnikiem
nieznane szczegóły. Bo tylko ta autorka potrafi przedstawić tę samą historię,
tylko że z innej strony, jednocześnie pokazując coś zupełnie nowego.
Reasumując, jest to bardzo zabawna i przyjemna w odbiorze
lektura na dosłownie jeden wieczór. Może nie wywarła na mnie aż tak wielkiego
wrażenia jak „Maybe someday”, ale uzupełniła brakujący element układanki. Fanom
autorki na pewno się spodoba.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz