Tytuł: "Maybe someday"
Tytuł oryginalny: "Maybe someday"
Seria: Maybe
Seria: Maybe
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumacz: Piotr Grzegorzewski
Data premiery: 9.11.2016
Ilość stron: 440
Ocena: ★★★★★★★★★★
„...ludzie nie wybierają, w kim się zakochują. Mogą jedynie wybrać, kogo dalej będą kochać”
Już od jakiegoś czasu zamierzałam
się zabrać za tę książkę, ale jakoś nie było nam po drodze się spotkać. W końcu
jednak natrafiłam na nią w bibliotece i od razu po nią sięgnęłam. Nie jest to
moja pierwsza styczność z twórczością Colleen Hoover i wiedziałam z góry, że to
będzie dobra książka. Ale czy i tym razem autorce udało się mnie zachwycić?
„Maybe someday” to głównie powieść o
losach dwójki bohaterów: Sydney i
Ridge’a. Sydney to młoda poukładana osoba, która sprzeciwiła się
rodzicom i porzuciła studia prawnicze, po to by rozpocząć nowe i samodzielne
życie. Od zawsze interesowała się muzyką, więc nic w tym dziwnego, że
zdecydowała się na studia z tym związane. Dziewczyna mieszka razem ze swoją
najlepszą przyjaciółką Tori oraz od dwóch lat jest w szczęśliwym związku ze
swoim chłopakiem Hunterem. Niestety wszystko się zmienia w dniu dwudziestych
drugich urodzin Sydney. Jej życie obraca się o 180 stopni. Zraniona, smutna,
zła, bez grosza przy duszy i dachu nad głową nie za bardzo wie co ze sobą
zrobić. Z pomocą przychodzi pewien przystojny i utalentowany mężczyzna z
naprzeciwka, którego od pewnego czasu Sydney podglądała podczas gdy ten grał na
gitarze na balkonie.
Ridge to mężczyzna z zasadami. Jest
też również bardzo tajemniczy i niechętnie dzieli się informacjami o sobie, o
swojej przeszłości. Jest też osobą, która ma niesamowity talent: gra na gitarze
tak, że potrafi poruszyć każdego. Nie występuję publicznie, ale za to dużo
bardziej odpowiada mu widownia towarzysząca podczas jego prób na tarasie,
szczególnie jeśli śpiewa ona do jego muzyki. Intryguje go to i postanawia
poznać ją bliżej. Ale nie wie jaki to będzie miało wpływ na jego dalsze życie i
jak niektóre rzeczy mogą się pokomplikować.
„I
pierwszy raz, kiedy wyszedłem ze swojej sypialni, by zobaczyć, jak stoisz w
moim
mieszkaniu, przemoczona do suchej nitki przez deszcz – mój Boże, nie wiedziałem, że serce
może tak bić.”
mieszkaniu, przemoczona do suchej nitki przez deszcz – mój Boże, nie wiedziałem, że serce
może tak bić.”
Sydney i Ridge’a początkowo
połączyła wspólna pasja - muzyka. On tworzył niesamowite melodie, a ona
poruszające teksty. Zaczynają razem pracować nad wspólnymi piosenkami, co z
czasem przeradza się w przyjaźń, albo nawet w coś znacznie poważniejszego. W
swoim towarzystwie czują się bardzo dobrze i potrzebują bliskości siebie
nawzajem, jednocześnie wiedząc, że nie ma to prawa bytu. Obydwoje są rozdarci,
ale w myślach ukazują się co jakiś czas słowa „może kiedyś”. Jedną z
najważniejszych przyczyn tego jest dziewczyna Ridge’a, z którą ten jest
związany już od wielu lat, i na której również bardzo mu zależy. W tym miejscu
pojawia się pytanie: czy można kochać dwie osoby jednocześnie?
„Hej,
serce. Słyszysz mnie? Wypowiadam ci wojnę.”
W powieści występuje trójkąt miłosny, o którym nie można
zapomnieć. Jednak różni się od pozostałych trójkątów tym, że ta relacja jest
dojrzała, a bohaterowie nie zachowują się jak nastolatki, które niewiedzą czego
chcą od życia. Miłość tutaj przedstawiona jest szczera, głęboka i prawdziwa, a
najważniejsze jest to by nie zranić osoby, którą się kocha.
Książka dostarcza czytelnikowi ogromną dawkę emocji i
momentami może doprowadzić do łez. Sposób narracji oraz porozumiewania się
bohaterów za pomocą wiadomości tekstowych jest unikatowy, co czyni tę powieść
ciekawszą i wyjątkową. Bohaterowie są świetnie wykreowani i wzajemnie się
uzupełniają. Niektóre postacie drugoplanowe, a w szczególności współlokatorzy
Ridge’a czyli Warren i Bridgette czasami denerwują i zachowują się niedojrzale,
ale gdyby nie oni powieści brakowałoby wątku humorystycznego i zdecydowanie
byłaby by ona zbyt przesłodzona, nudna i wyidealizowana. Bardzo podoba mi się
tutaj postawa Ridge’a, gdyż pierwszy raz w literaturze spotkałam się z tak
dorosłym i odpowiedzialnym podejściem do życia mężczyzny. Ponadto powieść jest
przepełniona humorem i niejednokrotnie sprawiła, że na mojej twarzy zagościł
uśmiech. Ale nie znaczy to, że jest to błaha książka, która nie ma głębszego
sensu. Poruszono tutaj wiele trudnych tematów takich jak niepełnosprawność,
walka o przetrwanie czy walka o miłość. Coś co wyróżnia tę książkę od innych to
piosenki, których teksty nie tylko możemy przeczytać na kartach powieści, ale
także możemy posłuchać ich w internecie. Sprawia to, że książka jest bardziej
realistyczna i nadaje jej autentyczności. Autorem i wykonawcą piosenek jest
Griffin Petterson.
Podsumowując, „Maybe someday” to na pozór książka oparta na
typowym schemacie New Adult, jednakże przedstawiona historia jest oryginalna,
interesująca i przede wszystkim wciągająca. Zapewnia dużą dawkę emocji i nie
pozwala o sobie zapomnieć. Świetnie ukazano wewnętrzną walkę bohaterów z samym
sobą, z własnymi uczuciami oraz najważniejszą bitwę: między sercem a rozumem.
Żadna z postaci nie jest przerysowana, a każdy opis pozwala nam się wczuć w ich
sytuację. Urzekła mnie szczególnie postać Ridge’a, który ma ogromy talent. Im
jednak poznajemy go bliżej, tym oczy nam się szerzej otwierają, a szczęka opada
i zadajemy sobie pytanie: jak to możliwe?
Zdecydowanie jest to moja ulubiona książka Colleen Hoover i z czystym
sercem mogę ją polecić każdemu. Dawno nie czytałam nic tak dobrego

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz