czwartek, 16 listopada 2017

Dzisiaj czy może kiedyś? "Maybe Someday" - Collen Hoover





 Tytuł: "Maybe someday"
Tytuł oryginalny: "Maybe someday"
Seria: Maybe
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumacz: Piotr Grzegorzewski
Data premiery: 9.11.2016
 Ilość stron: 440
 Ocena: ★★★★★★★★★★




„...ludzie nie wybierają, w kim się zakochują. Mogą jedynie wybrać, kogo dalej będą kochać”

Już od jakiegoś czasu zamierzałam się zabrać za tę książkę, ale jakoś nie było nam po drodze się spotkać. W końcu jednak natrafiłam na nią w bibliotece i od razu po nią sięgnęłam. Nie jest to moja pierwsza styczność z twórczością Colleen Hoover i wiedziałam z góry, że to będzie dobra książka. Ale czy i tym razem autorce udało się mnie zachwycić? 

„Maybe someday” to głównie powieść o losach dwójki bohaterów: Sydney i  Ridge’a. Sydney to młoda poukładana osoba, która sprzeciwiła się rodzicom i porzuciła studia prawnicze, po to by rozpocząć nowe i samodzielne życie. Od zawsze interesowała się muzyką, więc nic w tym dziwnego, że zdecydowała się na studia z tym związane. Dziewczyna mieszka razem ze swoją najlepszą przyjaciółką Tori oraz od dwóch lat jest w szczęśliwym związku ze swoim chłopakiem Hunterem. Niestety wszystko się zmienia w dniu dwudziestych drugich urodzin Sydney. Jej życie obraca się o 180 stopni. Zraniona, smutna, zła, bez grosza przy duszy i dachu nad głową nie za bardzo wie co ze sobą zrobić. Z pomocą przychodzi pewien przystojny i utalentowany mężczyzna z naprzeciwka, którego od pewnego czasu Sydney podglądała podczas gdy ten grał na gitarze na balkonie.
Ridge to mężczyzna z zasadami. Jest też również bardzo tajemniczy i niechętnie dzieli się informacjami o sobie, o swojej przeszłości. Jest też osobą, która ma niesamowity talent: gra na gitarze tak, że potrafi poruszyć każdego. Nie występuję publicznie, ale za to dużo bardziej odpowiada mu widownia towarzysząca podczas jego prób na tarasie, szczególnie jeśli śpiewa ona do jego muzyki. Intryguje go to i postanawia poznać ją bliżej. Ale nie wie jaki to będzie miało wpływ na jego dalsze życie i jak niektóre rzeczy mogą się pokomplikować. 

„I pierwszy raz, kiedy wyszedłem ze swojej sypialni, by zobaczyć, jak stoisz w moim
mieszkaniu, przemoczona do suchej nitki przez deszcz – mój Boże, nie wiedziałem, że serce
może tak bić.”

Sydney i Ridge’a początkowo połączyła wspólna pasja - muzyka. On tworzył niesamowite melodie, a ona poruszające teksty. Zaczynają razem pracować nad wspólnymi piosenkami, co z czasem przeradza się w przyjaźń, albo nawet w coś znacznie poważniejszego. W swoim towarzystwie czują się bardzo dobrze i potrzebują bliskości siebie nawzajem, jednocześnie wiedząc, że nie ma to prawa bytu. Obydwoje są rozdarci, ale w myślach ukazują się co jakiś czas słowa „może kiedyś”. Jedną z najważniejszych przyczyn tego jest dziewczyna Ridge’a, z którą ten jest związany już od wielu lat, i na której również bardzo mu zależy. W tym miejscu pojawia się pytanie: czy można kochać dwie osoby jednocześnie?

„Hej, serce. Słyszysz mnie? Wypowiadam ci wojnę.”

W powieści występuje trójkąt miłosny, o którym nie można zapomnieć. Jednak różni się od pozostałych trójkątów tym, że ta relacja jest dojrzała, a bohaterowie nie zachowują się jak nastolatki, które niewiedzą czego chcą od życia. Miłość tutaj przedstawiona jest szczera, głęboka i prawdziwa, a najważniejsze jest to by nie zranić osoby, którą się kocha. 

Książka dostarcza czytelnikowi ogromną dawkę emocji i momentami może doprowadzić do łez. Sposób narracji oraz porozumiewania się bohaterów za pomocą wiadomości tekstowych jest unikatowy, co czyni tę powieść ciekawszą i wyjątkową. Bohaterowie są świetnie wykreowani i wzajemnie się uzupełniają. Niektóre postacie drugoplanowe, a w szczególności współlokatorzy Ridge’a czyli Warren i Bridgette czasami denerwują i zachowują się niedojrzale, ale gdyby nie oni powieści brakowałoby wątku humorystycznego i zdecydowanie byłaby by ona zbyt przesłodzona, nudna i wyidealizowana. Bardzo podoba mi się tutaj postawa Ridge’a, gdyż pierwszy raz w literaturze spotkałam się z tak dorosłym i odpowiedzialnym podejściem do życia mężczyzny. Ponadto powieść jest przepełniona humorem i niejednokrotnie sprawiła, że na mojej twarzy zagościł uśmiech. Ale nie znaczy to, że jest to błaha książka, która nie ma głębszego sensu. Poruszono tutaj wiele trudnych tematów takich jak niepełnosprawność, walka o przetrwanie czy walka o miłość. Coś co wyróżnia tę książkę od innych to piosenki, których teksty nie tylko możemy przeczytać na kartach powieści, ale także możemy posłuchać ich w internecie. Sprawia to, że książka jest bardziej realistyczna i nadaje jej autentyczności. Autorem i wykonawcą piosenek jest Griffin Petterson. 

Podsumowując, „Maybe someday” to na pozór książka oparta na typowym schemacie New Adult, jednakże przedstawiona historia jest oryginalna, interesująca i przede wszystkim wciągająca. Zapewnia dużą dawkę emocji i nie pozwala o sobie zapomnieć. Świetnie ukazano wewnętrzną walkę bohaterów z samym sobą, z własnymi uczuciami oraz najważniejszą bitwę: między sercem a rozumem. Żadna z postaci nie jest przerysowana, a każdy opis pozwala nam się wczuć w ich sytuację. Urzekła mnie szczególnie postać Ridge’a, który ma ogromy talent. Im jednak poznajemy go bliżej, tym oczy nam się szerzej otwierają, a szczęka opada i zadajemy sobie pytanie: jak to możliwe?  Zdecydowanie jest to moja ulubiona książka Colleen Hoover i z czystym sercem mogę ją polecić każdemu. Dawno nie czytałam nic tak dobrego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz